Od czytania do spotkania
Jeden z moich znajomych, redaktor wielu książkowych serii wydawniczych, mawiał, że publikacje dzielą się na takie z których można się śmiać i takie z których śmiać się nie sposób. Ten podział przychodzi mi na myśl gdy przeglądam prasę świecką i katolicką. Zwłaszcza gdy w tej ostatniej obserwuję nieprzejednane zacięcie ideologiczne, manichejski lęk przed światem, triumfalizm pomieszany z kompleksami, brak elementarnego szacunku dla innych przekonań - to najpierw czuję się zniesmaczony i zażenowany. Wszak ta prasa jest wizytówką mojego Kościoła. Potem jednak przychodzi ulga, gdy przypomnę sobie co stary redaktor, do którego przylgnęło określenie vir catolicissimus, wskazywał jako pierwsze kryterium oceny.
Tygodnik - Bóg, świat i ludzie
Tygodnik jest dla mnie dowodem na to, że w Kościele jest miejsce na prawdziwą Rozmowę i wspólne poszukiwanie Prawdy. Jest też dla mnie pocieszeniem, kiedy zdarza mi się o tym zapomnieć. A także ideałem dialogu, bo kto to widział, żeby w „kościelnej” gazecie na sąsiadujących stronach zamieszczać artykuły przedstawiające zupełnie różne poglądy na jedną sprawę.
Tygodnik zasługuje na lekturę
Gdy byłem studenciną, mój promotor mawiał, że każdy dziennikarz powinien w tygodniu czytać wszystko co znajduję się między „Nie” a „Tygodnikiem Powszechnym”, bo wtedy nic ważnego człowiekowi nie umknie i, co więcej, adept otrzyma odpowiednią dawkę różnych poglądów, co ochroni go przed skrzywieniem ideologicznym. Nie będę tu ściemniał, że się stosowałem do tych wskazówek, ponieważ prawda jest taka, że w moje łapska wpadało częściej satyryczne „Nie” niż nobliwy „Tygodnik Powszechny”.
Między Redaktorem a czytelnikami
Mógłbym zacząć pretensjonalnie, sztampowo. Mój "Tygodnik”… Moja z "Tygodnikiem" przygoda zaczęła się… Jednak z pewnych względów wolę ująć to prostymi słowy.
Tygodnik, bo warto!
Nawet na pozór nie wydaje się, że to pismo przeciętne. Jednak, aby poznać jego „duszę”, trzeba otworzyć choćby drugą stronę i zacząć czytać... „Tygodnik Powszechny” staje się wtedy nowym sposobem patrzenia na rzeczywistość. Polega on na odpowiedzialnym i niezwykle przemyślanym ujęciu tematu, który trafia do młodego człowieka, ale tylko tego posiadającego choć namiastkę dojrzałości.
Pielęgnujmy legendę Tygodnika
Moja przygoda z "Tygodnikiem Powszechnym" rozpoczęła się w liceum. Poznałem go poszukując, jak zwykle ciekawy świata, rzeczy ważnych, interesujących i mądrych. Moje pierwsze spotkanie z "Tygodnikiem" było więc zderzeniem z pismem niezwykłym pod każdym względem. Ten format, autorzy, teksty, a nawet papier, który wydawałoby się przemycał zapach krakowskiej redakcji.
Lektura Tygodnika jak zakład Pascala
Nie pamiętam, kiedy i skąd dowiedziałem się o tym, iż jest takie pismo, jak "Tygodnik Powszechny". Jego mniej lub bardziej regularna lektura towarzyszy mi jednak z pewnością od czasów wczesnolicealnych. Jakie były (i są) powody sięgania po "Tygodnik"? Na pewno pociągający jest jego elitaryzm, możliwość obcowania z publicystyką wysokiej próby, autorstwa może już nie legend formatu Kisiela, lecz ludzi światłych, umiarkowanych, nie popadających w skrajność.
|